czwartek, 2 kwietnia 2015

11. Mecz

Cześć! Kilka dni temu coś mi zaświtało i z czystej ciekawości sprawdziłam kiedy założyłam oba moje blogi. Wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dziś ten oto blog obchodzi swoje drugie urodziny :) I tak powstała urodzinowa notka. Jest to jeden z niewielu rozdziałów, które napisałam zarówno tu jak i na victoire-i-teddy, który przekroczył dwa tysiące słów, zatem jestem z niego dumna ^^ Miłego czytania, komentarze miło widziane :)



W mroźną sobotę, tydzień po powrocie uczniów z ferii świątecznych na boisku do quidditcha zmierzyć się miały dwie drużyny. Jedna w barwach czerwonych- Gryffindoru i druga w żółtych- Hufflepuffu. Był to dopiero drugi mecz Victoire w roli kapitana drużyny. Pierwszy był z Krukonami i jej drużynie udało się zwyciężyć, z czego była strasznie dumna. Tym razem zmierzyć się miała z drużyną Teda, co nie wiedzieć dlaczego nieco ją denerwowało. Nie mogła spać, więc wstała już wcześnie rano. Niestety za oknem szalała śnieżyca, zapowiadał się trudny mecz.
- Hej spokojnie, będzie dobrze.- Nico podczas śniadania zwróciła uwagę na zdenerwowanie przyjaciółki.- Ostatnio tak świetnie wyszło, to teraz ma tak nie być?
- Wiesz, mam takie dziwne przeczucie...- mruknęła Weasley.
- Zamieniasz się w Trelawney, czy co? Te całe przeczucia to bzdury, nie ma czym się przejmować.
- Niby zdaję sobie z tego sprawę, ale czuję taki wewnętrzny niepokój. Poza tym ta pogoda.
- Fakt warunki pogodowe niezbyt ciekawe, ale zobaczysz, że będzie dobrze.
Nieco później, już w drodze do szatni, gdy szła zatopiona w swoich myślach, wpadła na Teddy'ego:
- Cześć Weasley!- uśmiechnął się.- Co taka zamyślona? Dopracowujesz jakieś strategie na dzisiejszy mecz?
- Coś ty Lupin.- zaśmiała się.- Takie rzeczy to już dawno opracowane i wyćwiczone.
- Aaa okej, nie wnikam. To powodzenia.
- Wzajemnie.- i z uśmiechami na twarzach rozeszli się, każde do swojej szatni.
W szatni Gryfonów panowała radosna atmosfera, wszyscy cieszyli się zbliżającym meczem i możliwością pokazania swoich umiejętności, które doskonalili przez ostatni czas. Tak samo wyglądało w szatni Puchonów. Chris podśpiewywał jakieś dziwnie brzmiące piosenki o miotłach i zniczach, pałkarze omawiali jeszcze coś między sobą, a Danny'emu dopiero przypomniało się o tym, że powinien wypolerować swoją miotłę. W ich zespole była tylko jedna dziewczyna- Ally, młodsza siostra Chrisa. Grała na pozycji ścigającej i Teddy musiał przyznać, że naprawdę się sprawdzała na boisku. W końcu dostała się do drużyny dzięki talentowi, a nie namowom jej brata, który w zasadzie gdy usłyszał, że ma zamiar się zgłosić na przesłuchania to bezskutecznie namawiał Lupina, żeby znalazł jakiś powód przez który nie mogłaby grać. Próbował go nawet przekupić, jednakże na szczęście Teddy nie uległ jego namowom.
Tymczasem opiekun Puchonów z całą swoją rodziną, bo przecież wszyscy uwielbiają quidditcha, zajmował właśnie miejsce koło Severusa Snape'a, który z początku wyglądał na niezbyt zadowolonego z tego sąsiedztwa, jednak gdy zobaczył słodki uśmiech chrześniaka, od razu zmiękł. Na szczęście, dzięki pewnemu sprytnemu zaklęciu na trybunach nie było śniegu i nie czuć było porywistego wiatru, jednak przenikliwe zimno i tak zmusiło wszystkich do ubioru najcieplejszych ubrań jakie znaleźli.
- Komu kibicujesz Sev?- zagadnął Holmes.
- Wiesz to jest dla mnie wybór między mniejszym a większym złem, jednak z dwojga złego wolę te twoje niedorajdy od tamtej bandy tępych i napuszonych półgłówków. - mruknął tamten.
- No już nie mów tak.- Rafael poczuł potrzebę obrony Gryfonów, w końcu lubił i szanował wszystkich swoich uczniów.- Nie są tacy źli, jak ich przedstawiasz.
- Ja tam jestem dumna z Nicoline.- wtrąciła się Temida, która w Hogwarcie przyjaźniła się zarówno z Nathalie, jak i matką dziewczyny.- Szkoda, że Lizzy tego nie widzi, na pewno także byłaby z niej dumna. Thalia dobrze ją wychowała.
- Pff.- prychnął w odpowiedzi Snape.- Nie rozumiem czym się tak zachwycasz. Typowa Gryfonka.
- W razie jakbyś zapomniał to ja też byłam Gryfonką.- przypomniała mu żona jego przyjaciela.
- Staram się nie pamiętać z kim ten idiota się ożenił.- za to zarobił ciężkie spojrzenie ze strony Rafaela.- No co?
- Może nie nazywałbyś mnie idiotą przy moich dzieciach?
- Mam nadzieję, że Dean trafi do mojego domu.- zmienił temat nauczyciel eliksirów.
- Pamiętasz Elizabeth, prawda?- nie chcąc komentować wypowiedzi Severusa, Ida powróciła do poprzedniego tematu.
- Z tego co sobie mgliście przypominam, to też była Gryfonką, więc w chmarze tych wszystkich yyy...uczniów ciężko zapamiętać wszystkich.- Snape zrobił dziwną minę, jednak natychmiast się zreflektował i wrócił do swojej stałej miny wiecznie obrażonego na cały świat.
- Ona i Nathalie były moimi najlepszymi przyjaciółkami.
- Wiesz chcąc być szczerym powiem ci, że ciebie też nie bardzo pamiętam z tamtych czasów. Na szczęście zresztą.
- Mec się zacyna!- ich rozmowę przerwał skupiony na boisku Dean, który z powodu braku części zębów nieco seplenił. Wszyscy skierowali więc swoją uwagę na rozpoczynającej mecz profesor Hooch. I po chwili wszyscy wystartowali. Warunki były naprawdę kiepskie, ledwo co było widać graczy. Jednak niczym niestrudzony Mike Jordan z zapałem komentował:
- Iii...ruszyli! Kafla natychmiast przechwyciła Alyssa Johnson i już mknie z nim do pętli. Swoją drogą dziewczyna naprawdę ma przechlapane- w drużynie z samymi chłopakami, ale z tego co widać świetnie sobie radzi. Ooo, podanie do Withersa...Ten podaje do Summersa...Oj coś nie wyszło, kafel przechwyciła niezwykle sprytna Nicoline Alder. Brawo! Pierwsze punkty dla Gryfonów...Kafel znowu w posiadaniu Gryfonów, Carter leci w stronę Peake'a, a nie jednak podaje do Alder...Ałaaa! To musiało boleć, Hiphworth niezła akcja, ale nie żal ci dziewczyny? Alder jednak trzyma się na miotle, niestety straciła kafla, który przejął Summers, punkty dla Puchonów...Tymczasem szukający- Weasley i Lupin kołują nad boiskiem, ale chyba jeszcze nie widać znicza. Zresztą co się dziwić, warunki naprawdę fatalne, a widoczność jeszcze gorsza...Nie chciałbym być na ich miejscu...
Miał rację. Victoire nie widziała gdzie leci, więc jak w takich okolicznościach miała wypatrzyć znicza? Ponadto było strasznie zimno, mimo tego, że była w ruchu, cała się trzęsła. Dodatkowo wiał tak silny wiatr, że ledwo utrzymywała się na miotle. Z ulgą zauważyła, że Nico mimo silnego ciosu tłuczkiem dała radę utrzymać równowagę, chociaż ramię musiało ją naprawdę boleć, może nawet miała złamaną rękę. Drużyny szły łeb w łeb. Raz jedna zdobywała punkty, a raz druga. Wyglądało na to, że wszystko będzie zależeć od tego kto złapie znicza. W myślach powtarzała sobie nauki wujka Charliego, że ma zachować spokój. Na pewno siedział gdzieś na trybunach i kibicował jej. Nagle kątem oka w całej tej zamieci dostrzegła złoty błysk.
- No to czas wziąć się do roboty.- mruknęła pod nosem i ruszyła w pościg. Teddy też musiał to zauważyć, bo już chwilę później mknął obok niej. Prawie nic nie widziała, jednak leciała dalej, coraz szybciej i szybciej, musiała wyprzedzić Lupina. Już, już złota kula była blisko, jednak odleciała jeszcze dalej. Teddy cały czas leciał blisko. Lecieli za zniczem coraz wyżej, wiatr był coraz silniejszy i było coraz zimniej jednak nie zważali na to, każde z nich chciało wygrać ten mecz. Coraz trudniej było im się utrzymać równowagę, a także tor lotu. W końcu jednak latająca piłeczka znalazła się blisko, już na wyciągnięcie ręki. Victoire pokonała ostatni dystans, Teddy był tuż za nią, wyciągnęła rękę i jest! Udało jej się ją chwycić, czuła trzepoczące skrzydełka w ręce i w tym momencie nagle wszystko się zakręciło i poczuła, że siła wiatru spycha ją z miotły. Nie mogła nic na to poradzić, wszystko działo się tak szybko, poczuła że spada. Nie miała siły walczyć z szalejącym żywiołem, który szarpał ją na wszystkie strony, jednakże bezsprzecznie ziemia była coraz bliżej, nie mogło to się dobrze skończyć. Zamknęła oczy. Nagle poczuła, że wpadła na coś. Nie mogła to być jednak ziemia, to byłoby zbyt szybko, ponadto poczuła silny ból w nodze, a także że ktoś ją mocno trzyma za rękę, aż otworzyła oczy ze zdziwienia. Okazało się, że Teddy'emu udało się złapać ją, a bolało ją bo zahaczyła nogą o miotłę. Udało jej się wdrapać na jego miotłę i już po chwili wylądowali bezpiecznie na ziemi. Z tego strachu, adrenaliny, ulgi i tych wszystkich emocji, które czuła rzuciła się Teddy'emu na szyję, a ten zupełnie odruchowo objął ją i przytulił. Usłyszeli brawa dochodzące z trybun i zaraz potem dopadły ich profesor Hooch i pani Pomfrey, dopytując Victoire jak się czuje i czy nic jej nie jest.
- Niee.- odparła z lekkim uśmiechem.- Trochę się trzęsę, ale to chyba z zimna i tej całej adrenaliny.
Pani Pomfrey pogrzebała chwilę w swojej torbie, którą zawsze nosiła na mecze.Było to coś jak pierwsza pomoc. W końcu wyjęła z niej fiolkę z eliksirem:
- Proszę wypić panno Weasley, to na wzmocnienie, poczuje się pani lepiej.
- Dziękuję.- dziewczyna podniosła rękę po napój i w tym momencie zauważyła, że nadal trzyma w niej znicza, zauważyła to także nauczycielka quidditcha.
- A zatem wygrali Gryfoni.- rzekła i już wyciągnęła różdżkę, żeby magicznie wzmocnić sobie głos i ogłosić wszystkim ostatecznie wynik, jednak Victoire ją wstrzymała:
- Myślę, że jest remis. W końcu może i ja złapałam znicz, ale potem Teddy złapał i mnie, i znicza, prawda? Coś mu się za to należy.- mrugnęła do zszokowanego kapitana Puchonów.
- No dobrze.- uśmiechnęła się szeroko Hooch, podobało jej się zachowanie obojga zawodników.- Uwaga! Po raz pierwszy chyba w tym stuleciu ogłaszam remis! A także po plus dwadzieścia punktów dla Gryffindoru i Hufflepuffu za niezwykłą postawę kapitanów obu drużyn. Tak właśnie powinni zachowywać się zawodnicy, możecie brać z nich przykład. Gratuluję.- ogłosiła wszystkim.
Obaj kapitanowie spojrzeli na siebie teraz już zupełnie zdziwieni, Lupin dopiero teraz zauważył, że ciągle obejmuje dziewczynę ramieniem i odsunął się nieco onieśmielony.
- Gratulacje.- nie wiedział co powiedzieć i w końcu rzekł to, co pierwsze przyszło mu do głowy.
- Wzajemnie.- uśmiechnęła się do niego.
- Wiesz co? Wsumie skoro jest remis, to może powinniśmy razem go świętować? W końcu skoro to pierwszy taki wynik w tym stuleciu, to jest co świętować.- zaproponował.
- Myślę, że to świetny pomysł.- ucieszyła się.- Zapraszamy więc do Pokoju Wspólnego Gryfonów, ostatecznie uratowałeś mi dziś życie.
- Coś ty, nauczyciele na pewno nie pozwoliliby ci tak spaść.
- No i co z tego?- pokręciła głową.- Uratowałeś mnie i tyle. Wpadajcie o dwudziestej, oczywiście wszyscy Puchoni mogą przyjść. Ktoś z Gryfonów będzie stał o tej godzinie przed Pokojem i was wpuści.
- Cooo? Szykuje się impreza?- nagle koło nich znalazł się uśmiechnięty od ucha do ucha Chris.- No, no, niezły numer zrobiliście. Ale mniejsza z tym, co za impreza gołąbki?
- Wspólna.- roześmiała się Weasley.- Gryfoni zapraszają Puchonów na świętowanie naszego wspólnego zwycięstwa.
- Jestem jak najbardziej za!- dołączyła do nich siostra Johnsona.- Trzeba jakoś to uczcić.
- Może ktoś by się zainteresował jak Vicki się czuje?- mruknęła podirytowana niezainteresowaniem stanem zdrowia jej przyjaciółki Nico.
- Czuję się dobrze, nie martw się.- eliksir zaczynał działać i Gryfonka coraz bardziej się uspokajała, chociaż miała jakiś dziwnie świetny nastrój.- Ale czas iść się przebrać. To co, dwudziesta?
- Tak, tak, jasne.- odparł jej Chris z zapałem, po czym odszedł zastanawiając się na głos jak najszybciej skołować jakieś procenty na wieczór.



O północy to całe ich wspólne świętowanie było już na takim poziomie, że młodsze roczniki poszły spać, a starsze dopiero zaczynały zabawę na całego. Po pewnej dawce Ognistej Chris i Nico o dziwo znaleźli ze sobą wspólny język, chociaż zdaniem Victoire mogliby się aż tak do siebie nie kleić. Tymczasem Alyssa, swoją drogą bardzo podobna do brata, tak samo zielonooka i posiadająca bujne, rude loki, nie ustępowała mu nawet w poczuciu humoru. Przez połowę wieczoru prześcigali się w żartach, a gdy on znalazł sobie inne „zajęcie”, to ona zabawiała całe towarzystwo.
- Fajnych masz przyjaciół.- Weasley zwróciła się do siedzącego obok Lupina.- Oj, chyba się z nimi nie nudzisz.
- Szczerze mówiąc nie ma takiej opcji.- chłopak pokręcił głową patrząc tym razem w stronę Daniela, który siedział nieopodal otoczony wianuszkiem dziewczyn.- Nawet jak chcę trochę pobyć sam, w spokoju to z nimi jest to niemożliwe.
- Wobec tego w czasie świąt, będąc w Norze musiałeś się bardzo nudzić...
- Nie.- uśmiechnął się.- Fajnie mi się spędzało z tobą czas.
- Mi też.- ucieszyła się na to co powiedział.
- W sumie to chętnie spędzałbym częściej.- spojrzał na nią poważnie.
- To zupełnie jak ja.- nagle wstała, chwyciła jego rękę i pociągnęła go.- Chodź zatańczyć.
Na tak zdecydowaną postawę dziewczyny Lupin nie mógł zrobić nic innego, jak iść z nią na prowizoryczny, transmutowany z kanapy parkiet, na którym tańczyło kilka par. Był z tego powodu niezbyt szczęśliwy bo po matce odziedziczył kiepską koordynację ruchową, z czym zwykle sobie radził, jednak w tańcu to wychodziło na wierzch.
- Naprawdę dzięki dziś za tą akcję.- zaczęła Victoire, gdy już tańczyli.
- Nie przesadzaj Weasley.- odparł wykonując niezdarny obrót.- Nic by ci się nie stało, nauczyciele jakoś by się uratowali.
- Ale tobie się to udało i za to dziękuję, nie bądź takim matołem i przyjmij podziękowania.
- No okej, okej. Nie będę się sprzeczał, ale też muszę ci podziękować za zrezygnowanie z wygranej.
- Przecież wygrałam. Ty też i o to mi chodziło. Poza tym zauważ, że dodatkowo dostaliśmy po dwadzieścia punktów dodatnich!
- To się cieszę.- Teddy patrzył na stopy. Czuł się głupio, dziewczyna doskonale tańczyła.
- Nie lubisz tańczyć prawda?
- Niezbyt.

- Daj spokój, to nic trudnego.- i zabrała się za tłumaczenie mu powoli co i jak. Lupin musiał przyznać, że chyba po raz pierwszy taniec przyniósł mu radość.